Warning: include() [function.include]: URL file-access is disabled in the server configuration in /var/www/web102/html/dziennik/index.php on line 16

Warning: include(http://www.stany.com.pl/gora.html) [function.include]: failed to open stream: no suitable wrapper could be found in /var/www/web102/html/dziennik/index.php on line 16

Warning: include() [function.include]: Failed opening 'http://www.stany.com.pl/gora.html' for inclusion (include_path='.:/usr/share/php:/usr/share/pear') in /var/www/web102/html/dziennik/index.php on line 16

Strona główna Forum Przewodnik Informacje
Warning: include() [function.include]: URL file-access is disabled in the server configuration in /var/www/web102/html/dziennik/index.php on line 26

Warning: include(http://www.stany.com.pl/reklama.html) [function.include]: failed to open stream: no suitable wrapper could be found in /var/www/web102/html/dziennik/index.php on line 26

Warning: include() [function.include]: Failed opening 'http://www.stany.com.pl/reklama.html' for inclusion (include_path='.:/usr/share/php:/usr/share/pear') in /var/www/web102/html/dziennik/index.php on line 26


                Podróż po USA. Zapraszamy do czytania!
Podróż po USA - 1 Podróż po USA - 2 Podróż po USA - 3 Podróż po USA - 4 Podróż po USA - 5 Podróż po USA - 6 Podróż po USA - 7 Podróż po USA - 8 Podróż po USA - 9 Podróż po USA - 10
Dziennik podróży.
United States of America,
październik/listopad 2002
spisany przez: Olę Mazur
zdjęcia: Arek, Tomek, Ola
W rolach głównych występują:
Kierowca nr 1: Arek vel Aro vel Bryłka vel Baryłka vel Arobe vel Wąski
Kierowca nr 2: Tomek vel Kupon vel Kalkulator vel Wąski vel Jeżyk
Pasażerka: Ola vel Justynka




Złe dobrego początki, czyli jak to było, zanim wyjechaliśmy w podróż po Stanach...


Oferta pracy w Bushkill przyszła do mnie dosłownie w ostatniej chwili. Ja, Arek, Łukasz, Andrzej i Tomek mieliśmy jechać do Stanów wszyscy razem, a przynajmniej tak chcieliśmy. Niestety, pierwsza niespodzianka pokrzyżowała nasze plany: Arek jako jedyny z nas dostał ofertę pracy. Egzotyczna nazwa amerykańskiego kurortu "Tamiment" nic nam nie mówiła. Wkrótce dowiedzieliśmy się, że to bardzo blisko Nowego Jorku. Internetowa strona "Tamiment" wyglądała zachęcająco. Mieliśmy nadzieję, że dla całej naszej reszty oferty z tego samego miejsca przysłane zostaną później. Czas mijał, a oferty nie przychodziły, wiec ograniczyliśmy się z Arkiem do nadziei, że chociaż my we dwoje będziemy razem, bo na tym najbardziej nam zależało.




Jako datę wylotu wyznaczyliśmy 1. czerwca. Był maj, wszyscy prawie gotowi do obrony prac magisterskich, a oferty pracy jeszcze nie przychodziły. Aż tu wreszcie, kolejna niespodzianka. Przyszły trzy kolejne oferty, ale tylko dla Tomka, Andrzeja i Łukasza i od innego pracodawcy - od kasyna w Robinsville, niedaleko Memphis. Jako jedyna zostałam bez oferty. Razem z Arkiem zaczęliśmy się kontaktować osobiście drogą internetową z firmą amerykańską GeoVisions, która współpracowała z Youth Travel Polska. Przedstawiliśmy im naszą sytuację, wyrażając otwarcie niezadowolenie, więc obiecali zająć się nami. Arek przyjął ofertę, a przedstawiciele GeoVisions obiecali znaleźć dla mnie pracodawcę w pobliżu "Tamiment". Musiałam się jednak liczyć z tym, że może to być odległość około 200 km. Wreszcie znalazł się ktoś, kto zainteresował się zatrudnieniem mnie. Trzeba było tylko poczekać na potwierdzenie, bo człowiek, który się tym zajmował był właśnie na pogrzebie. Wszystko wyglądało więc następująco: jest 21 maja, wczesny ranek, około 10, jestem po obronie pracy magisterskiej, obdzwaniam wszystkich dokoła z radosną nowina, że obroniłam się na 5, ale wciąż nie wiem dokąd i czy w ogóle wyjadę do Stanów 1. czerwca, tak jak zaznaczyłam w umowie. Jednak jeszcze wieczorem tego samego dnia otrzymałam wiadomość, że jest dla mnie oferta i mogę przyjść do biura ją podpisać. Wtedy pozostało nam tylko czekać na ambasadę. Bilety mieliśmy na 31 maja, 30 maja z walizkami przyjechaliśmy do Warszawy, a ja dopiero na dzień przed wylotem miałam wyznaczoną datę odbioru wizy. Ufff... Udało się.




I tu zaczyna się historia, jak wbrew wcześniejszym przeciwnościom można mimo wszystko zrealizować to, co się zaplanowało. Fakty układały się następująco: trójka naszych kolegów wyleciała do Chicago, aby stamtąd dostać się do Robinsville w stanie Mississipi, a ja z Arkiem najpierw pojawiliśmy się w Connecticut. Szczęśliwie okazało się z mojej oferty, że kurort (am. "resort") w Bushkill, gdzie miałam pracować jako kelnerka jest oddalony od Tamiment tylko o 2 mile. Jednak "tylko dwie mile" okazały się "aż dwiema milami", gdy zdaliśmy sobie sprawę, że właściwie nie mamy żadnego środka transportu, żeby się wydostać ze swojego miejsca pracy. Jednak dzięki różnym okolicznościom nie musieliśmy się o to martwić. Otóż, zajechaliśmy najpierw do Bushkill, bo był pierwszy po drodze. Moja supervisor, Cheryl Bateman, spodziewała się mnie już od dwóch dni. Pokazała mi mój pokój, umówiłyśmy się wstępnie na spotkanie i dalej pojechaliśmy z Arkiem i jego wujkiem do Tamiment. Tam, jak się okazało, raczej nikt na niego nie czekał. To my musieliśmy czekać ponad godzinę, aż pojawi się, znajdzie lub chociaż odezwie telefonicznie człowiek odpowiedzialny za zatrudnienie studentów z programu Work&Travel. Czekaliśmy, czekaliśmy, czas uciekał, Arek powoli wypełniał jakieś wstępne dokumenty, które mu dała równie wolno i sennie pracująca sekretarka z Human Resources, aż wreszcie udało się i połączyliśmy się z szefem telefonicznie (Arek nigdy go nie widział na oczy). We wcześniejszej rozmowie z sekretarką wspomnieliśmy, że jeśli jest to możliwe, chcielibyśmy pracować razem. Tu od razu spotkaliśmy się z odpowiedzią, że właściwie to w tym kurorcie zbyt wiele pracy nie ma. To samo potwierdził niewidzialny szef przez telefon i poradził, żeby Arek wrócił się do Pocmont Resort (mojego pracodawcy) i tam zapytał o pracę. Jeszcze raz więc pojawiliśmy się u Cheryl Bateman w biurze, oświadczając jej, że pan X z Tamiment wysłał nas do niej z radą, że powinna się tu znaleźć praca dla jeszcze jednego studenta z Polski. Najpierw zareagowała średnim oburzeniem, jak ten facet śmiał tak postąpić ze studentem, któremu wcześniej sam wysyłał ofertę, ale po chwili uspokoiła nas, że na pewno cos się dla Arka znajdzie.






Zaraz na drugi dzień oświadczyła, że Arek też będzie kelnerem i że jedziemy do miasta kupić ciuchy odpowiednie do pracy. Obydwoje mieliśmy obawy, co do tego, jak sobie poradzimy w kontaktach, zwłaszcza językowych, z gośćmi, ale dzień po dniu wszystko wydawało się coraz bardziej swojskie i kelnerowanie stało się dla nas chlebem powszednim. Był jeszcze jeden plan, który nie do końca został spełniony... Przez miesiąc mieszkaliśmy z Arkiem w osobnych pokojach. Arek mieszkał z 40-letnim, ale postrzelonym czarnoskórym kelnerem, a ja z barmanką, jedną z wielu amerykańskich dziewcząt z niemałym problemem otyłości. Już po miesiącu jednak zaszły zmiany w personelu i Brandie, moja współlokatorka, wyprowadziła się. Wtedy Cheryl oznajmiła z lekkim uśmieszkiem, że da mi nowego współlokatora i mogę sobie wybrać, kto ma nim być. I w ten sposób już do końca pobytu w Bushkill mieszkaliśmy razem z Arkiem w tym samym pokoju. Po miesiącu ciężkiej pracy i kombinowania, jak się wydostać z gór do miasta, mieliśmy odłożone pieniądze na samochód. Tylko trzeba było załatwić jakiś inny, żeby pojechać go kupić. Cudem (bo raczej nie jest to częstym gestem Amerykanów, przynajmniej w tamtej okolicy) jeden z kucharzy, Portorykańczyk, pożyczył nam swój samochód i zaraz tego samego dnia mieliśmy całkiem dobrą Hondę Accord z 1993 roku za tysiąc dolarów. Jak się okazało, w Pensylwanii (bo tam pracowaliśmy) były niemałe problemy z ubezpieczeniem. Żeby je uzyskać, trzeba mieć prawo jazdy wydane przez stan Pensylwania. Nie można jednak wyrobić tego prawa jazdy, jeśli przebywa się w Stanach Zjednoczonych krócej niż rok. Tu koło się zamykało, ale zawsze jest jakaś boczna ścieżka w prawie amerykańskim. Znalazła się kompania ubezpieczeniowa, która respektuje prawo jazdy z obcego kraju, ale... trzeba wykupić ubezpieczenie na 6 miesięcy (bo to najkrótszy okres ubezpieczenia) i zapłacić stawkę początkową, tak jak by się kupowało ubezpieczenie na 6 miesięcy. Potem po miesiącu przychodzi powiadomienie, że ubezpieczenie zostanie unieważnione, jeśli w ciągu 60 dni od daty założenia ubezpieczenia nie okaże się prawa jazdy Pensylwanii. W drugim miesiącu płaci się druga ratę, ubezpieczenie zostaje unieważnione, zwrócona część nadpłaconych pieniędzy i można iść znowu podpisać umowę na nowe ubezpieczenie. I tak bez końca. Minus jest ten, że trzeba trochę więcej płacić niż normalnie. W ten sposób staliśmy się posiadaczami pierwszego w naszym życiu samochodu. Najpierw zjeździliśmy nim Pensylwanię i Nowy Jork.

>> Zobacz zdjęcia z Pennsylvanii
>> Zobacz zdjęcia z Nowego Jorku



W niektórych naszych wyprawach od sierpnia do października towarzyszyli nam... Tomek, Andrzej i Łukasz. Tak! Przyjechali do nas z Missisipi i zaczęliśmy razem pracować. Wszyscy jako kelnerzy. Zrobiło się wesoło, tłoczno, gwarno i swojsko. Zawarliśmy w Bushkill wiele znajomości, które w tym roku zaowocowały następnym wyjazdem niektórych z nas do Stanów.




Gdy zbliżaliśmy się do daty wylotu ze Stanów, coraz bardziej tęskniliśmy za domem. Ale czekała nas jeszcze podróż po Stanach, którą zaplanowaliśmy po zakończeniu pracy. Na długo przed odjazdem mieliśmy już opracowaną trasę, przystanki, ilość kilometrów oraz średnie wydatki na benzynę. Nie raz przed podróżą i na trasie służył nam potężny atlas drogowy, który w Wal Marcie można było kupić już za niecałe 5$. Na początku nie było jeszcze do końca pewne, kto z nami (ze mną i z Arkiem) pojedzie. Ostatecznie na wyprawę zdecydował się Tomek. Miał służyć za drugiego kierowcę, jednak na początku trasy było to niemożliwe. A wszystko przez niefortunny wypadek, a raczej upadek na rozbitą butelkę. Na dzień przed naszym odjazdem Tomek biegł do pokoju hotelowego, w którym ze wszystkimi pracownikami robiliśmy imprezę pożegnalną, i przewrócił się. Rozciął sobie rękę o rozbite szkło butelki i wylądował w szpitalu. Dowiedzieliśmy się o tym z Arkiem dopiero na drugi dzień, więc mieliśmy z samego rana "miłą" niespodziankę.




Rano, 21 października 2002 walizki były już prawie spakowane, bo dość wcześnie zaczęliśmy się szykować do drogi. W południe od właściciela Pocmont Resort odebraliśmy listy referencyjne, zaproszenie na przyszły rok, ostatni paycheck oraz napiwki, i rozdział pt. "Bushkill" mieliśmy prawie za sobą. Wieczorem załadowaliśmy samochód po sam dach, westchnęliśmy głęboko i wskoczyliśmy czym prędzej do samochodu, bo dokuczał nam już nieco lekki jesienny mrozek, który pojawił się wtedy w górach. I tak, obraliśmy kierunek południowy zachód. Ja wyciągnęłam notes i zaczęłam swoje zapiski...


Kontakt Linki Mapa strony


Warning: include() [function.include]: URL file-access is disabled in the server configuration in /var/www/web102/html/dziennik/index.php on line 122

Warning: include(http://www.stany.com.pl/linki.html) [function.include]: failed to open stream: no suitable wrapper could be found in /var/www/web102/html/dziennik/index.php on line 122

Warning: include() [function.include]: Failed opening 'http://www.stany.com.pl/linki.html' for inclusion (include_path='.:/usr/share/php:/usr/share/pear') in /var/www/web102/html/dziennik/index.php on line 122